Mąka i woda


Dość dużo się nasłuchałam o tym rzekomo cudownym miejscu. Kiedyś nawet wpadłam na pizzę, która była całkiem dobra. Teraz w innym klimacie. I było naprawdę dobrze. Przepysznie!



Mąka i woda, Warszawa, ul. Chmielna 13A

Bunuel


Do Bunuela trafiłam zaraz po otwarciu. Jeszcze nie byli do końca ogarnięci. Ale już czułam klimat mojej kochanej Hiszpanii. Kelnerka, która jeszcze nie do końca wie, co ma w karcie, Przychodzi kucharz, który gada tylko po hiszpańsku, a ona i tak nie do końca rozumie, jak to mięso będzie podane.

Powyżej Gazpacho świetnie podane z jamon serrano. A poniżej grill w trakcie budowy.




Na przystawkę Croquetas de pollo y jamón, czyli krokiety z mięskiem- typowo hiszpańskie, zupełnie inne niż te polskie, nie tylko pod względem rozmiaru.


I, bohater dnia, czyli gorący kamień i podpieczone mięsko z warzywami. Na kamień rzucasz sól, a na tym smażysz. Zdrowo i pysznie!




Ale najważniejsze, że cudowna jakość i smak. Pyszne i warte odwiedzin. Jak u hiszpańskiej mamy na obiedzie.

Bunuel, Warszawa, Walecznych 61

Restro na lunch


O Restro nasłuchałam się wiele. Że pyszne, nadzwyczajne, że warto. Jakoś porą kolacyjną tam jeszcze nie trafiłam. Za to na lunch, owszem.

Restro powstało przed Naszym Miejscem i proponuje to samo podejście- przystawka w formie bułeczki z czosnkowym masełkiem, potem zupa i drugie danie do wyboru.


Tym razem zupę brałam na wynos, a jako danie główne zamówiłam lasagnę, która okazała się bardzo dobra.

Miejsce warte polecenia i zdecydowanie muszę się tam wybrać w porze innej niż lunchowa (choć lunchowa może być oczywiście też).

Restro, Warszawa, ul. Pańska 57



Odette czyli spodziewałam się więcej


Coraz częściej mam wrażenie, że mój gust jest jakiś dziwny, a desery nigdzie mi nie smakują. Deser nie musi zawierać kilograma cukru. Deser nie musi mdlić, szanowni Państwo.


W Odette, mdli. Byłam ze znajomymi, którzy zamówili mnóstwo. I Oni byli przeszczęśliwi. Ja zamówiłam mało i nie mogłam zjeść nawet tego. Skoro promują siebie jako super cukiernię i światowej klasy desery to niech je zrobią światowej klasy. Wyglądają dobrze. Ale na pewno nie zaspokoją wybrednego konsumenta, który nie je takich ilość cukru (no pomijając fakt, że wszystko na jedno kopyto, bez żadnych urozmaiceń). Jestem rozczarowana.


No ale sufit jest całkiem fajny. Przynajmniej tyle.

Odette, Warszawa, ul. Górskiego 6/7

Bazar Kocha, który kocham


Bazar Kocha mnie urzekł. Niesztampowością. Odrobiną nadęcia też- ale to jest nadęcie- zrozumiałe, bo jest po prostu dobrze i można się tym chwalić.


Byłam tam jakiś czas temu. Największe wrażenie zrobiły na mnie kołduny nadziewane łososiem i duszonym porem z pomidorowym consomme i czipsem z pomidora [a ten pomidorowy czips to mistrzostwo świata]. Całość powaliła delikatnością, dopasowaniem smaków. Ach! Och!

Sałatka z dynią też całkiem przyjemna. Bardzo lekko.


Wnętrze nowoczesne, miło urządzone i wygodne. Te kanapy trochę słabo pod kątem jedzenia średnio.

Przystawka ze śledzia w marynacie, z koprem włoskim i pomarańczami stanowiąca ciekawe zestawienie oraz pieczony burak faszerowany kremem z serka koziego, podany z puree z jabłka i czipsem. Czips wygląda trochę kiczowato, ale jak na jesień i szarość dnia za oknem, jakoś tak ociepla. Zostało wybaczone, z resztą dzięki smakom, mogłabym wybaczyć dużo więcej.


Lubię podane ładnie czekadełka. Nawet kawałek chleba i masełko ładnie podane powala na kolana. Jest takim cudownym uzupełnieniem.


Zupełnie tego nie rozumiem, gdy jakieś takie "gratisy" nie są podawane. Zwiększcie cenę dań o złotówkę i już. A klient będzie delikatnie połechtany. Ja wiem, że ja za to płacę, ale to nie zmienia faktu, że jest miłe i mi się podoba. Urzeka. Cieszy.


Bazar Kocha, Warszawa, ul. Mokotowska 33/35

Zest by Kibart

Tak szybciutko i na chwilkę. Pysznie i elegancko.




Zest by Kibart, Warszawa, ul. Grójecka 70

The biggest mistake

The biggest mistake I make is thinking 'what should I do now'. It means I worry what skills I should develop, what activities I should perform, vocabulary of what language I should learn by heart, what I should cook, what I should know, who I should be...

As it is quite easy to observe, the main word above is 'should'. Not 'want/ desire/ need', but the killing and sad 'should '. When it appears in my mind, I feel tension straight away, I feel not ready and unprepared. I have an impression that my life is not good enough, that I could do thousand things to make it better (I should do thousand things to make it better). 

To avoid procrastination and to have the life I want to have, I am trying to change the word 'should' to 'want'.

What do I want to do now?

It still cause a little bit of overwhelming feeling- there is so many things I can choose from, but that simple change make me feel that I am capable of leading my own life, that my choices are mine and they are right.

So for the next month I will be practicing the skill of 'wanting to do now'. I am trying to build a habit of asking myself 'what do I want to do now?'. And it is not about doing only things that make me feel pleasure. It is also about things that make me be the person I want to be, to do the things that direct me into direction of the life I want to have.

So what do I want to do now? Maybe go out of the bed and do some yoga? :)