Podoba mi się nazwa. Świnoujście naprawdę leży na 44 wyspach. Zamieszkałe są jednak tylko trzy. Ale nazwa i tak jest fajna.
Ale to nie nazwa mnie skusiła. Apartament znalazłam na Airbnb.
Już niedługo napiszę więcej o Airbnb. Ale w międzyczasie, jeśli chcesz uzyskać zniżkę, zarejestruj się klikając w ten link: klik Zniżka zależy od kursu dolara, więc może się różnić.
Dzięki Tobie ja również dostanę zniżkę na kolejne wycieczki :D
O samym apartamencie wypowiem się w superlatywach (prawie samych), o organizacji biura, negatywnie.
Apartament wyglądał uroczo i naprawdę jest blisko morza. Zamieszkaliśmy przy Słowackiego 2b, dosłownie rzut kamieniem od plaży. W sam raz na wieczór, bo apartament był jednopokojowy, łóżka dwa, nie rozkładane sofy, wszystko połączone z kuchnią. Przestronna łazienka, miły balkon.
Spodobał mi się wystrój- czysty i nowoczesny. Kuchnia ze słabą wentylacja, gdy robiliśmy jajecznicę, przyszedł pan portier z prośbą o otworzenie okna- bzyczał mu czujnik. Łazienka przestronna z kabiną prysznicową. Balkon w sam raz na sprzęt do kite'a.
Co do apartamentu to nie mam większych zastrzeżeń. Może oprócz rozsuwających się łóżek- to były dwa połączone taśmą, i niestety się rozsuwały. Nie mogliśmy się przytulić komfortowo ;) ale przynajmniej się wyspaliśmy i nikt nikogo nie kopał.
Ale zastrzeżenia mam co do organizacji i obsługi biura. Zarezerwowaliśmy noclegi przez Airbnb- dostaliśmy inne niż zamówione. Mimo, że panowie o tym wiedzieli, nikt do mnie nie zadzwonił z informacją, że
1) apartament jest inny niż na zdjęciach (mniejszy)
2) apartament znajduje się w innej lokalizacji (30 minut na nogach!!)
A niestety było tego świadomi, gdyż jeden z nich powiedział mi, że był właśnie zdziwiony jak dostał zapytanie ode mnie, bo oni takiego apartamentu nie posiadają. I on zaakceptował mnie jako gościa, nic nie uprzedzając.
Poza tym, nie usłyszałam 'przepraszam', a w sobotę rano obudził nas remont drogi...
Ach, i jeszcze pierwszy dzień. Dostałam informację, że apartament jest na Bałtyckiej. Tam pojechałam. I czekałam. Najpierw usłyszałam, że pan już jedzie. Potem że już zaraz, bo się pomylił. A na końcu pytanie, jak się nazywam mimo, że przedstawiałam się za każdym razem. I w końcu okazało się, że mam pojechać w inne miejsce- ok godzina do tyłu. No i ciężko się dodzwonić. Pan, fakt, czasem odbiera. Ale nigdy nie oddawania. Nawet po pięciu nieodebranych...
Obsługujący 44wyspy panowie jeszcze muszą się dużo nauczyć. Byłabym się trochę wynajmować u nich drugi raz, w końcu nie wiem, czy wyląduję tam, gdzie chciałam...
A po cały opis wycieczki zapraszam tutaj (klik).
Po nieprzyjemnościach, jakich doświadczyliśmy po wystawieniu nas z noclegiem, o 1 w nocu trafiliśmy do Luana, bo posiadał 24 godzinną recepcję.
Szukając 24 godzinnej recepcji na Helu, znalazłam we Władku, w hotelu Pekin. No i tam najpierw chcieliśmy się udać, choć fasada wyglądała tragicznie, zdjęcia pokoi przerażająco (myślę, że tak właśnie wyglądają pokoje na chińskich pornolach...), no ale głośna impreza odstraszyła nas zdecydowanie.
Obok był hotel Luan, więc właśnie tam się udaliśmy.

Jak za kilka godzin snu, to faktycznie zapłaciliśmy niebotyczną kwotę, ale hotel był przynajmniej ze śniadaniem. Dziwna nazwa pochodzi od pierwszych imion córek właścicielki, choć oczywiście doszukiwałam się tutaj pokrewieństwa z Pekinem, który stoi praktycznie obok. Ale podobno nie ma. Pokój był ładny, przestronny, łóżko bardzo wygodne. Klima, jeszcze nam nie potrzebna, była zdecydowanym atutem. Jeszcze chwila i we Władysławowie będzie parno, duszno i gorąco.
Łazienka czysta i z potrzebnymi kosmetykami.
Śniadanie bardzo miłe i smaczne. Kilka ciepłych dań, świetne grzanki z pieczarkami i serem. Mnóstwo wędlin. Szkoda tylko, że kawa nie z ekspresu. Śliczny wystrój.
Bardzo miły hotel, by się zrelaksować. Oferują zabiegi SPA. Nie mam żadnych zastrzeżeń (co jak już wiemy, zdarza się niezwykle rzadko).
No może, że w naszym pokoju była już przygotowana dostawka, co trochę utrudniało przemieszczanie się. Ale nie bądźmy czepliwym, za dużo tego przemieszczania się nie było ;)
No i jest kącik (olbrzymi pokój) dla maluchów.
Hotel Luan, Władysławowo, ul. 1000-lecia PP 2b
No to 8.2 na bookingu to odrobinę za dużo. Miło i przyzwoicie, ale 8.2 to za dużo. Niewygodne łóżko i palarnia pod budynkiem. Niby nie pod naszym oknem, ale powinna być z drugiej strony posesji, by nie było szans na dotarcie dymu do pokoi. Pozostał mi niesmak.
O hotel Huzar zahaczyliśmy wybierając się na długi weekend do Świnoujścia, po drodze, by nie jechać długo zatrzymaliśmy się w Gorzowie Wielkopolskim.
Śniadanie było bardzo dobre. W sumie od takiego hoteliku nie oczekuję więcej. Naprawdę idealnie. Myślę, że zadziałali by są swoją korzyść dodając coś takiego mini premium, typu 'upiekłam wczoraj ciasto z rabarbarem, proszę bardzo'. Bo to jest chyba hotel kategorii 'zajazd'. A łatwo można przerobić go na kategorie 'domowy'. Oczywiście, czekająca na nas oranżada w pokoju była miłym dodatkiem, ale wiadomo, nie zostawiła takiego 'och, jakie miłe' na koniec. No trochę szkoda.
Generalnie oprócz niewygodnego łóżka i palącego norwega, nie mogę się do niczego przyczepić. Trochę jednak szkoda, że nie została zaspokojona podstawowa potrzeba wędrowca- wyspać się, czyli nie zostało zapewnione wygodne łóżko. Bo to czego pragnie odwiedzający zajazd to cisza i wygodne łóżko. Jak na nocleg na trasie, no to w miarę, spoko. Wyspaliśmy się, trochę obolali, ale wyspaliśmy się. Zabrakło jakiegoś plusika, ale generalnie jest ok.
No i mogli nam dać pokój wyżej na piętrze oddalony od innych gości, bo na górze nikogo nie było, taka mała rzecz, a nikt nie pomyślał.
Patrząc teraz na zdjęcia na stronie, widzę, że dostaliśmy malutką klitkę w porównaniu do innych pokoi. Też trochę szkoda.
Jakoś tak strasznie mało zabrakło by było dobrze. Ale zabrakło. No i mają jakąś dziwną piramidę
Hotel Huzar, Gorzów Wielkopolski, ul. Husarska 2
Follow Me @so_sparkles